Przeczytałam w "Wysokich obcasach" wywiad z Panią Magdą P. Płakałam w trakcie i po przeczytaniu, zamknięta w małym pokoju, z dala od najbliższych...wróciły wspomnienia.
W lutym tego roku dowiedziałam się, że mam raka. Moja córka skończyła kilka dni wcześniej
3 miesiące. Byłam w szoku, w rozpaczy totalnej. Pytałam: „Dlaczego ja? Dlaczego mi się to przytrafiło?” Bałam się śmierci, nagłego rozstania z Nacią, z moim mężem, z rodziną. Wściekałam się na myśl o tym, że nie będę towarzyszyła mojej córce w ważnych momentach jej życia; że nie zobaczę jej pierwszego kroku, nie usłyszę pierwszego słowa, |nie będę przy niej, gdy do szkoły pójdzie, gdy się zakocha; że świata jej nie pokażę.
3 miesiące. Byłam w szoku, w rozpaczy totalnej. Pytałam: „Dlaczego ja? Dlaczego mi się to przytrafiło?” Bałam się śmierci, nagłego rozstania z Nacią, z moim mężem, z rodziną. Wściekałam się na myśl o tym, że nie będę towarzyszyła mojej córce w ważnych momentach jej życia; że nie zobaczę jej pierwszego kroku, nie usłyszę pierwszego słowa, |nie będę przy niej, gdy do szkoły pójdzie, gdy się zakocha; że świata jej nie pokażę.
Długo zadręczałam się takimi myślami, płakałam dniami i nocami.
Aż w końcu przyszedł dzień, w którym ogarnął mnie jakiś nieoczekiwany spokój. Zrozumiałam wtedy, że nie mogę głowy zaprzątać myślami o śmierci, o tym, że będzie źle, że nie przeżyję z moją córką pięknych chwil, że nie poczuję w pełni, jak to jest być matką, że nigdy babcią nie będę.
Minęło siedem miesięcy odkąd podano mi pierwszą chemię. Wciąż jestem w trakcie terapii
i nie wiem, kiedy jej koniec nastąpi. Zdaniem lekarzy rokowania są poważne i niepewne. Podczas leczenia chemią pojawiło się mnóstwo innych problemów zdrowotnych: leukopenia, anemia, wodobrzusze, polineuropatia.
i nie wiem, kiedy jej koniec nastąpi. Zdaniem lekarzy rokowania są poważne i niepewne. Podczas leczenia chemią pojawiło się mnóstwo innych problemów zdrowotnych: leukopenia, anemia, wodobrzusze, polineuropatia.
Mimo to walczę, nie poddaję się. Dokładnie dziś moja córeczka skończyła 11 miesięcy.
W lipcu usłyszałam, jak mówi do mnie mama, zobaczyłam we wrześniu jej pierwsze kroki, codziennie obserwuję, jak pięknie się rozwija, bawię się z nią, śpiewam jej piosenki, przytulam, całuję. Codziennie rano, gdy otwieram oczy, widzę jej najcudowniejszy na świecie uśmiech.
W lipcu usłyszałam, jak mówi do mnie mama, zobaczyłam we wrześniu jej pierwsze kroki, codziennie obserwuję, jak pięknie się rozwija, bawię się z nią, śpiewam jej piosenki, przytulam, całuję. Codziennie rano, gdy otwieram oczy, widzę jej najcudowniejszy na świecie uśmiech.
I chociaż jestem słaba, to cieszę się, że wciąż żyję, że Nacią i mężem zachwycać się mogę,
że wciąż matką jestem i żoną szczęśliwą.
I wiem, że nic mnie nie złamie, dopóki Naci za mąż nie wydam, świata jej nie pokaże, kochać nie nauczę...
Pani Magda ma rację. Z rakiem żyć można, można być szczęśliwym, czuć się spełnionym.
Wystarczy cieszyć się tym, co niesie ze sobą codzienność, co dają nam bliscy. Wystarczy uśmiech dziecka, czuły dotyk, pogodny dzień, zapach poranka, smak ciepłego chleba, by narodzić się na nowo, by mieć siłę do walki, by normalnie żyć.
Wystarczy cieszyć się tym, co niesie ze sobą codzienność, co dają nam bliscy. Wystarczy uśmiech dziecka, czuły dotyk, pogodny dzień, zapach poranka, smak ciepłego chleba, by narodzić się na nowo, by mieć siłę do walki, by normalnie żyć.
PS: Tutaj znajdziecie wspomniany artykuł http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,100958,8446800,Nie_potrzebuje_raka_do_szczescia.html

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz