Na dworze od paru dni chłodno, nieprzyjemnie. Zimą pachnie. Trzeba się więc jakoś przed tym zimnem ratować.
Dziś lekarstwem okazały się wspomnienia...
...smak świeżych ogórków z naszego ogródka, ogromne ilości soczystych pomidorów, najpyszniejsze na świecie młode ziarenka bobu, słodkie truskawki, aromatyczny koper, puszysta natka pietruszki, winogrona purpurowe
i najpiękniejszy kwiatowy zakątek - dzieło mojej Mamy. Dalie, ostróżki, nemezje tworzące widok niczym z bajki, zachwycające, zapierające dech w piersiach, wielobarwne, z zielenią zbratane...
Ehh cudownie było powspominać. Jednak mojemu mężowi powrót do chwil letnich nie wystarczył.
Po południu lato przyniósł nam do domu.
W soczysozielonej, ogromnej torbie, niczym atleta przytargał z naszej działki piękną, czternastokilogramową, okazałą...D Y N I Ę.
Zdjęć kilka zrobiliśmy, żeby uczcić nasz działkowy, dyniowy okaz i kolory lata na fotografii zatrzymać, by wracać do nich w dni ponure.
Oprócz zdjęć zrobiłam jeszcze jedną rzecz. Przejrzałam strony internetowe z przepisami i już nie mogę się doczekać, kiedy z dyni kulinarne cuda wyczaruję.
Czyż to nie brzmi wspaniale...kwadraty dyniowe z białą czekoladą i orzechami, zupa krem z pieczonej dyni
z gruszką, sernikobrownie dyniowe...
z gruszką, sernikobrownie dyniowe...
Już czuję zapachy otulające mój dom i rozkosz kubeczków smakowych, radość duszy...
PS: Więcej zdjęć znajdziecie na moim drugim blogu http://nataszonek.blogspot.com/

Wprawdzie za dynią nie przepadam, no może za pestkami, ale okaz cudny w Waszym ogródku się wyhodował :) Smacznego życzymy Kochani :)
OdpowiedzUsuńŚliczne nowe zdjęcia... :)
OdpowiedzUsuńAguś,
OdpowiedzUsuńWidzę, że się rozkręcasz... Baaaardzo się cieszę. Zupa dyniowa, ummmmm. Nataszonek cudne dziecko...