Wczoraj miało być o urodzinach Natusi a tymczasem skończyło się na opowieści o uczuciach jej Mamy.
Dziś nadrabiam zaległości i prezentuję bilans wczorajszych urodzinowych wydarzeń:
- dzień rozpoczęliśmy o 6:50, dorośli skończyli go po północy, Nacia już o 18:25
- mimo radosnych chwil, nie obyło się bez łez; zanotowaliśmy kilka niegroźnych nataszkowych obrażeń: skaleczona dolna warga (winny: prawa dość pokaźna jedynka); przytrzaśnięty palec serdeczny prawej rączki (winny: drzwi łazienkowe), stłuczenia spowodowane upadkami przy prowadzeniu urodzinowego nabytku - małego, drewnianego wózka dla lalek.
- na urodziny zaproszono 18 gości (frekwencja 100%)
- zjedzono dwa torty i niemałe ilości przepysznych ciast; wypito sporo pysznej herbaty, kawy, delektowano się smakiem wina i wiśniówki rocznik 2009 made by babulapyza
- podczas imprezy Nacia była przebierana trzy razy; pierwszy styl miejski urzekł,
trzeci ala china girl zachwycił, jednak największą furorę zrobił strój calineczki-baletnicy; zwiewny, lekki, dziewczęcy, różem muśnięty...
- podczas zdmuchiwania świeczki na urodzinowym torcie Nataszka w najlepsze bawiła się telefonem Taty;
tu muszę Was Drodzy Czytelnicy uspokoić...świeczka zgasła, a to znaczy, że płuca rodziców Naci wciąż jeszcze są w dobrej formie
Za lat kilka wspominać będziemy z radością i rozrzewnieniem ten wyjątkowy dzień, w którym osiemnaście osób na niewielkiej ilości metrów kwadratowych świętowało Pierwsze Urodziny Wesołej Natusi - Naszej Najukochańszej Córeczki, Iskiereczki, Ptaszyny...
niedziela, 7 listopada 2010
sobota, 6 listopada 2010
urodziny
za nami 365 dni radości, szczęścia, dumy, szybkiego bicia serca, troski, poznawania na nowo siebie, świata, walki ze słabościami, strachu przed nieznanym, odpowiedzialności oraz głębokich spojrzeń, uśmiechu, zabawy, mięciutkiego dotyku, całusów i miłości bezwarunkowej, bez granic...
a wszystko to za sprawą jednej małej Istotki, która nasze życie zamieniła w raj.
byłam poruszona dzisiejszym dniem.
tak bardzo chciałam, żeby był wyjątkowy, radosny.
w końcu okazja do świętowania była szczególna - p i e r w s z a rocznica Urodzin Nataszki Naszej Kochanej
teraz, gdy noc już w pełni myślę o tym dniu szczególnym;
o tym, jak szybko minął;
o tym, jaka dzielna była Nacia, jak ślicznie wyglądała, ile radości sprawiało patrzenie na nią, ile wywołała ochów i achów;
przypominam sobie uśmiechy babć, dziadków, cioteczek, wujków i kuzynostwa;
czuję smak urodzinowych słodkości;
słyszę toast przez Mojego Męża wzniesiony...
teraz, gdy noc już w pełni wracam pamięcią do tych 365 dni, które całkowicie odmieniły moje życie, nadały mu nowy sens;
i nie dlatego, że wojownikiem stać się musiałam (choć to też nie pozostaje bez znaczenia),
ale dlatego, że zostałam M A T KĄ
już sobie nie wyobrażam życia bez uśmiechu Natusi o poranku, jej błękitnych oczu, przytulania się do niej, całowania w szyjkę i ślicznie skrojone usteczka; czuwania, żeby nic się jej nie stało, patrzenia,
jak śpi; śpiewania kołysanek oraz wspólnych zabaw, tańców, spacerów.
wierzę, że przez kolejne 365 dni a nawet ich tysięcy aż czternaście wciąż Matką będę...
może nie doskonałą, ale taką, co kocha do utraty tchu, co przytula, wspiera, łzy z policzków ociera, uśmiechem szarość świata przysłania i w czas, który zdaje się być pozbawiony sensu herbatę pyszną zrobi i jednym głębokim spojrzeniem nadzieję przywróci, serce rozweseli.
PS: na koniec wspomnień fotograficznych czar...
a wszystko to za sprawą jednej małej Istotki, która nasze życie zamieniła w raj.
byłam poruszona dzisiejszym dniem.
tak bardzo chciałam, żeby był wyjątkowy, radosny.
w końcu okazja do świętowania była szczególna - p i e r w s z a rocznica Urodzin Nataszki Naszej Kochanej
teraz, gdy noc już w pełni myślę o tym dniu szczególnym;
o tym, jak szybko minął;
o tym, jaka dzielna była Nacia, jak ślicznie wyglądała, ile radości sprawiało patrzenie na nią, ile wywołała ochów i achów;
przypominam sobie uśmiechy babć, dziadków, cioteczek, wujków i kuzynostwa;
czuję smak urodzinowych słodkości;
słyszę toast przez Mojego Męża wzniesiony...
teraz, gdy noc już w pełni wracam pamięcią do tych 365 dni, które całkowicie odmieniły moje życie, nadały mu nowy sens;
i nie dlatego, że wojownikiem stać się musiałam (choć to też nie pozostaje bez znaczenia),
ale dlatego, że zostałam M A T KĄ
już sobie nie wyobrażam życia bez uśmiechu Natusi o poranku, jej błękitnych oczu, przytulania się do niej, całowania w szyjkę i ślicznie skrojone usteczka; czuwania, żeby nic się jej nie stało, patrzenia,
jak śpi; śpiewania kołysanek oraz wspólnych zabaw, tańców, spacerów.
wierzę, że przez kolejne 365 dni a nawet ich tysięcy aż czternaście wciąż Matką będę...
może nie doskonałą, ale taką, co kocha do utraty tchu, co przytula, wspiera, łzy z policzków ociera, uśmiechem szarość świata przysłania i w czas, który zdaje się być pozbawiony sensu herbatę pyszną zrobi i jednym głębokim spojrzeniem nadzieję przywróci, serce rozweseli.
PS: na koniec wspomnień fotograficznych czar...
wtorek, 2 listopada 2010
poetycko
w jesień się wtulam wielobarwną
zmysłami ją chłonę
szybko
i
zachłannie
pod kocem z liści się ukrywam
i drżącą ręką listy piszę...do jesieni
droga moja ukochana
z o s t a ń
poniedziałek, 1 listopada 2010
uwielbiam jesienny świat...
Uwielbiam zapach jesieni, szelest liści, wielobarwność ziemi, na której czerwień miesza się z soczystym złotem, na której traw zieloność przebija się przez zasuszone, pomarszczone płatki drzew. Kocham błękit nieba, mgły z pereł utkane, najpiękniejsze na tle gasnących promieni słońca...
Wciąż myślę o wczorajszym spacerze.
O tym jak Nataszka w jesieni zakochana i jak się nią pięknie cieszy. Jaka już jest samodzielna, jak wiele rzeczy ją zachwyca i jak się cudnie do jesiennego świata uśmiecha...
Dobrze, że zdjęć wczoraj mnóstwo zrobiliśmy.
Na razie mamy tylko dwa, resztę za tydzień dostaniemy.
Już się ich doczekać nie mogę.
Uwielbiam jesienny świat...niech te fotografie za mnie powiedzą dlaczego!
PS: Jarek pięknie dziękujemy za zaczarowane zdjęcia.
Wciąż myślę o wczorajszym spacerze.
O tym jak Nataszka w jesieni zakochana i jak się nią pięknie cieszy. Jaka już jest samodzielna, jak wiele rzeczy ją zachwyca i jak się cudnie do jesiennego świata uśmiecha...
Dobrze, że zdjęć wczoraj mnóstwo zrobiliśmy.
Na razie mamy tylko dwa, resztę za tydzień dostaniemy.
Już się ich doczekać nie mogę.
Uwielbiam jesienny świat...niech te fotografie za mnie powiedzą dlaczego!
PS: Jarek pięknie dziękujemy za zaczarowane zdjęcia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)















