sobota, 6 listopada 2010

urodziny

za nami 365 dni radości, szczęścia, dumy, szybkiego bicia serca, troski, poznawania na nowo siebie, świata, walki ze słabościami, strachu przed nieznanym, odpowiedzialności oraz głębokich spojrzeń, uśmiechu, zabawy, mięciutkiego dotyku, całusów i miłości bezwarunkowej, bez granic...
a wszystko to za sprawą jednej małej Istotki, która nasze życie zamieniła w raj.

byłam poruszona dzisiejszym dniem.
tak bardzo chciałam, żeby był wyjątkowy, radosny.
w końcu okazja do świętowania była szczególna - p i e r w s z a  rocznica Urodzin Nataszki Naszej Kochanej

teraz, gdy noc już w pełni myślę o tym dniu szczególnym;
o tym, jak szybko minął;
o tym, jaka dzielna była Nacia, jak ślicznie wyglądała, ile radości sprawiało patrzenie na nią, ile wywołała ochów i achów;
przypominam sobie uśmiechy babć, dziadków, cioteczek, wujków i kuzynostwa;
czuję smak urodzinowych słodkości;
słyszę toast przez Mojego Męża wzniesiony...

teraz, gdy noc już w pełni wracam pamięcią do tych 365 dni, które całkowicie odmieniły moje życie, nadały mu nowy sens;
i nie dlatego, że wojownikiem stać się musiałam (choć to też nie pozostaje bez znaczenia),
ale dlatego, że zostałam M A T KĄ
już sobie nie wyobrażam życia bez uśmiechu Natusi o poranku, jej błękitnych oczu, przytulania się do niej, całowania w szyjkę i ślicznie skrojone usteczka; czuwania, żeby nic się jej nie stało, patrzenia,
jak śpi; śpiewania kołysanek oraz wspólnych zabaw, tańców, spacerów.



wierzę, że przez kolejne 365 dni a nawet ich tysięcy aż czternaście wciąż Matką będę...
może nie doskonałą, ale taką, co kocha do utraty tchu, co przytula, wspiera, łzy z policzków ociera, uśmiechem szarość świata przysłania i w czas, który zdaje się być pozbawiony sensu herbatę pyszną zrobi i jednym głębokim spojrzeniem nadzieję przywróci, serce rozweseli.

PS: na koniec wspomnień fotograficznych czar...

 
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz